Moje pasje...

CIASTECZKA

Ciasteczka czekoladowe z Bedford "Choco Tricolore"

 

Na wstępie muszę wyjaśnić, że nazwa ciasteczek z Bedford jest nieco myląca dla poszukiwaczy tradycyjnych przepisów lokalnych. Ich historia ma raczej związek z moimi szwagierkami mieszkającymi w Bedford – nazwijmy je dla uproszczenia  Pani S. i Pani E. Wprawdzie Pani E. jest na razie narzeczoną mojego brata, ale nazwijmy ją już na wyrost szwagierką, bo za taką ją już uważamy i inaczej być nie może :)

Po rodzinie grasowała opowieść o ciasteczkach, które podobno znikały jak tylko „złapały  powietrza” po wyjęciu z piekarnika. Można by rzec cuda na przysłowiowym kiju. Tematem zainteresowałam się, gdy ostatnio mój brat przyleciał do Polski i w ramach załatwiania „spraw na miejscu” udał się na polecenie pani E. do supermarketu, by zaopatrzyć rodzinkę z Bedford w proszki do pieczenia, sodę itp. W tym miejscu warto wspomnieć, że krojeniem czekolady zajmuje się podobno zawsze mój brat, czyli jest szansa, że przy pieczeniu tych ciasteczek pomogą wam wasi panowie.

Tak więc zamęczałam obie Panie S. i E. o przepis . Na drugi dzień, gdy tylko przyszła poczta, kupiłam składniki i jak to już w zwyczaju bywa, razem z Natalką zakasałyśmy rękawy i upiekłyśmy te cuda. Jedyną zmianą było to, że użyłam trzech różnych rodzajów czekolad dla ciekawszego efektu – białej, mlecznej i gorzkiej i cukru trzcinowego zamiast białego. Wyszło nam 30 sztuk bajecznie pysznych ciastek. Niby ciastka jak ciastka, a jednak… one uzależniają i powinno się zakazać ich pieczenia. Ciastka upiekłyśmy późnym wieczorem, a rano koło południa nie zostało nic z trzydziestu całkiem sporych rozmiarów ciastek. Zatrważające… a potem się myśli, kiedy kolejny raz się je upiecze… ciasteczka z Bedford uruchamiają w mózgu chorobę psychiczną zwaną CIASTECZKOHOLIZMEM… 

I teraz sama w sumie nie wiem czy wam polecać ten przepis czy nie… nie chciałabym Was pakować w uzależnienie ;) więc robicie te ciasteczka na własne ryzyko :)

 

DSCF1265.JPG

 

Składniki:

250 g masła

½ szkl. cukru trzcinowego (w oryginale był biały, użyjcie jaki macie)

Jajko

2 ½ szkl. mąki pszennej

½ łyżeczki soli

½ łyżeczki sody oczyszczonej

½ łyżeczki proszku do pieczenia

po tabliczce gorzkiej, mlecznej i białej czekolady

 

Czekolady siekamy w małą kosteczkę. Piekarnik nagrzewamy do 180⁰C.

Masło o temp. pokojowej miksujemy z cukrem na gładką masę. Dodajemy jajko. Następnie dodajemy mąkę, sól, sodę i proszek do pieczenia. Wyrabiamy mikserem do momentu, w którym jeszcze daje radę wyrabiać masę. Jeśli nie to dokończyć wyrabianie na stolnicy, dodając przed końcowym wyrabianiem czekoladę.

Wstawić ciasto na godzinę do lodówki. Po tym czasie formować kulki wielkości orzecha włoskiego, delikatnie spłaszczyć i układać na blasze wyłożonej papierem.

Piec 12-14 minut (tyle czasu  potrzebowałam ja w moim piekarniku, by ciasteczka były miękkie i nie surowe w środku, Panie S. i E. pieką tylko 10 minut, kwestia piekarnika).

Ciekawe ile Wam zajmie spałaszowanie tych ciastek :)

 

DSCF1269.JPG